|
kobieto! >>sobota, 19 stycznia 2008
W ramach przygotowywania niezwykle głębokiej, wzruszającej i pouczającej lekcji o tolerancji dla licealistów (i ryzykownej, bo kazałam im przeglądać materiały antysemickie, w swoim lenistwie zakładając, że jakiś wyszukany komentarz będzie zbędny i nie chce mi się go przygotowywać) poczytałam sobie ostatnio zawartość strony polonica.net. Uśmiałam się jak nigdy, bardziej niż czytając dowcipy z playboya, jak dotąd stojące w mojej opinii na szczycie toplisty postych rozrywek. Zainteresowanych odsyłam, zwłaszcza do 16 postulatów o przyjaźni polsko-żydowskiej. Ale ja nie o tym. Wśród tekstów zamieszczonych na stronie, nie wiedzieć czemu znajduje się, skądinąd krytykujacy antysemitysm, słownik zabobonów autorstwa prof. ojca Jozefa Innocentego Maria Bochenskiego. Ksiądz profesor wypowiada się w większości przypadków tak, jak przystało na dobrego chrześcijanina, cokolwiek miałoby to oznaczać (altruizm jako zabobon przeciwstawiajacy się chtrześcijańskiemu ideałowi miłosci bliźniego?), ale jeden punkt programu zwalił mnie z nóg:
KOBIETA. Wokół kobiet powstały dwa zabobony. Jeden z nich polega na tym, że uważa się ją za człowieka niższego rodzaju, czasem nawet (tak podobno w Koranie) za istotę pozbawioną duszy*. Drugi zabobon, przeciwny pierwszemu, uważa kobietę po prostu za mężczyznę i chciałby ją jak najbardziej do niego upodobnić. Pierwszy z tych zabobonów jest tak dalece sprzeczny z całym naszym doświadczeniem, że nie warto z nim nawet dyskutować. Kobieta jest całkiem oczywiście w pełni człowiekiem, obdarzonym w zasadzie tymi samymi władzami i możliwościami co mężczyzna. Co więcej, wydaje się, że natura ludzka osiąga swój szczyt właśnie w kobiecie, a mianowicie w tzw. matronie, tj. w kobiecie po klimakterium. Wówczas dzieje się coś, co wygląda na chęć wynagrodzenia kobiety za wszystko, co uczyniła dla gatunku w młodości: matrona jest rodzajem nadmężczyzny. Trzeba zupełnie nie znać historii i być ślepym na to, co się wokół nas dzieje, aby móc temu zaprzeczyć. Jedynym problemem, jaki się tu nasuwa, jest, jak było możliwe, by ludzie rozsądni przeczyli w ciągu długich wieków tej oczywistości i odmawiali kobiecie pełni człowieczeństwa.
Drugi zabobon, to sprowadzanie kobiety do mężczyzny. Kobieta jest człowiekiem, ale nie jest mężczyzną - stanowi “drugą stronę" człowieczeństwa. Jej rola w życiu jest inna niż rola mężczyzny. Stąd domaganie się, by kobieta pełniła w społeczeństwie te same funkcje co mężczyzna jest zabobonem. Wypada stwierdzić, że kobieta jest / natury (wystarczy zwrócić uwagę na budowę jej ciała) przyporządkowana do dzieci, które są jej pierwszym i podstawowym powołaniem. Mniemanie, że młoda kobieta powinna się zajmować sprawami, które z natury rzeczy leżą poza jej głównym zadaniem, jest więc zabobonem. Społeczeństwa, które zmuszają kobiety np. do stałej pracy /arobkowej poza domem są prawdopodobnie skazane na zagładę. Ale sytuacja matrony jest zupełnie odmienna. Wydaje się, że jasne odróżnienie zadań młodej i starszej kobiety jest warunkiem przezwyciężenia tych zabobonów.
czuję się tak ogłupiona, że nie stać mnie na jakis wysublimowany komentarz.
Dodaj komentarz _____________________________
>
www.maldoror.pl
3 komentarzy
|
niezamacosz :: sobota, 19 stycznia 2008 13:28:46 Adres ukryty
|
|
|
prostymi słowami: kobieta do rodzenia dzieci, a mężczyźni do zdobywania karier!
przykre. >
www.maldoror.pl
|
|
morg.mylog.pl :: sobota, 19 stycznia 2008 14:13:25 62.21.41.126
|
|
|
a mojej mamie, która przeczytała ten tskest w swoje 48 urodziny, bardzo się on podobał. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, co? >
www.maldoror.pl
|
|
M.mylog.pl :: środa, 23 stycznia 2008 19:36:50 83.5.231.176
|
|
|
Na pal z tym kretynem. >
www.maldoror.pl
|
|